Cisza przed burzą?

Jechać czy jeszcze zostać, jechać czy zostać. Decyzja zapadła, ale nie bez wahań. Po prawie dwóch tygodniach spędzonych w Biszkeku czas jechać dalej.

Wyjeżdżamy tuż przed wyborami. Z zewnątrz wszystko wygląda normalnie. Pikniki przedwyborcze, bilboardy, postery, spoty reklamowe. Niestety wielu mieszkańców twierdzi, że to tylko „cisza przed burzą”. A chyba wiedzą co mówią, bo to przecież Ich kraj.

Kraj, który po rozpadzie Związku Radzieckiego przeszedł burzliwą drogę – od, budzącej u wielu nadzieję, młodej demokracji, do totalitarnych, skorumpowanych i bezkompromisowych rządów Askara Akayeva.

Kraj, w którym liderzy rewolucji 2005 roku, doszli do władzy żeby zmieniać. Niestety szybko okazało się, że najwięcej profitów ze zmiany władzy mają nowy prezydent, jego rodzina i najbliższe otocznie.

Kraj, w którym efektem tych rządów była kolejna rewolucja i obalenie prezydenta Bakiyeva w kwietniu tego roku. Niestety tym razem nie obyło się bez ofiar. W samym Biszkeku zginęło ponad 90 osób.

Kraj, w którym dziesięć ostatnich lat oderwanych od rzeczywistości rządów wpłynęło na pogłębienie konfliktów etnicznych. Skutkiem czego w czerwcu tego roku na terenie południowego Kirgistanu doszło do pogromów na tle narodowościowym. Zginęło ponad 2000 osób, głównie Uzbeków zamieszkujących te tereny. Na skutek tych wydarzeń około 200 tysięcy osób uciekło do Uzbekistanu w obawie o swoje życie.

Kraj, w którym ścierają się interesy dwóch państw. Zarówno Amerykanie, jak i Rosjanie posiadają bazy wojskowe w Kirgistanie.

Kraj, w którym od rewolucji minęło zaledwie kilka miesięcy, a dziś są wybory. Wybory, które miejmy nadzieję nie doprowadzą do powtórki wydarzeń z czerwca…

1 komentarz

  • Na tych Amerykanow i Rosjan nakladaja sie jeszcze Chinczycy. Turcy pewnie tez cos od siebie dorzucaja. Nowa Wielka Gra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *